Czy już/znów jesteśmy państwem policyjnym?

Jak to Jerzy Stuhr krzyczał w Seksmisji, „Permanentna inwigilacja!”? Albo jakoś bardzo podobnie. Pytanie brzmi, czy to już u nas jest. Dane opublikowane dziś przez fundację Panoptykon są co najmniej bardzo niepokojące. Także ich komentarze i wnioski karzą zastanowić się nad tym czy wykupienie usługi VPN jak tu oferowana nie są przypadkiem dobrym pomysłem (po co być mądrym Polakiem po szkodzie)? Zacznijmy od odrobiny statystyk.

W 2009 roku polskie służby (policja, prokuratura, sądy i inne) żądały od operatorów danych billingowych połączeń elektronicznych ponad 1 milion razy. W 2010 roku liczba ta urosła do ok. 1.5 miliona. W zeszłym, 2011 roku liczba ta przekroczyła 1.8 miliona zapytań.

Powody mogą być tylko dwa. Albo nasze społeczeństwo to banda pedofilii, złodziei, terrorystów, piratów, kanciarzy i najgorszych szumowin albo też nasze władze mają gdzieś, wolność, prywatność, domniemanie niewinności i kilka innych nie wiele ważnych idei i robią BEZ ŻADNEJ SPOŁECZNEJ (czy jakiejkolwiek innej) kontroli to co chcą aby nam wszystkim żyło się dobrze i dostatnio.

Nie wiem jak Wam ale nam jakoś nie mieści się w głowie, że u nas tych bandytów mieszka tak dużo więcej niż np. w Niemczech. Bo skoro tam, policja żąda takich danych od operatorów 35 razy rzadziej (w przeliczeniu na 1000 mieszkańców) to coś chyba jest nie tak?

Jak czytamy w informacji Panoptykon’u nie tylko skala (dokładnie 1.856.888 razy pytano w 2011 roku o nasze połączenia elektroniczne – czyli rozmowy telefoniczne wykonane, te które próbowaliśmy wykonać, historię odwiedzanych stron czy nawet to czego szukaliśmy w sieci!) ale i brak żadnych informacji i kontroli w tym zakresie powinien nas przerażać. Ww. liczby to jedynie sucha statystyka. Nie wiadomo kto dokładnie pyta, kogo, o co, jakie jeszcze informacje uzyskuje i przede wszystkim dlaczego pyta!

Retencja danych to prawny obowiązek zatrzymywania przez operatorów informacji o tym, kto, z kim i kiedy łączył się (lub próbował połączyć) za pomocą środków komunikacji elektronicznej. Dane o połączeniach każdego obywatela zbierane są „na wszelki wypadek”, co stawia każdego z nas w kręgu potencjalnych podejrzanych. Oficjalnie ma to służyć bezpieczeństwu publicznemu. Jednak polskie prawo dość luźno reguluje sposób wykorzystywania danych zatrzymywanych przez operatorów.

Policja i kilka innych służb mogą z nich korzystać nie tylko przy wykrywaniu poważnych przestępstw, ale również w bliżej niesprecyzowanych “celach prewencyjnych”. I to bez jakiejkolwiek kontroli sądu czy prokuratora. Co więcej, same sądy nadużywają tej możliwości, systematycznie sięgając po dane objęte tajemnicą telekomunikacyjną w sprawach cywilnych (np. w sprawach rozwodowych i alimentacyjnych). Problemem jest zbyt długi czas obowiązkowego przechowywania danych: w Polsce są to aż 2 lata, podczas gdy w Unii Europejskiej okres ten najczęściej wynosi zazwyczaj od 6 miesięcy do 1 roku.” – [Panoptykon]

Brak kontroli, szczególnie sądowej nad dostępem do tych danych powinien być dla nas równie bulwersujący jak próba wprowadzenia ACTA tylnymi drzwiami. Pytanie, czy w świetle istniejących (złych) przepisów wiele by sie zmieniło? Nie ulega wątpliwości, że dane przechowywane przez firmy telekomunikacyjne mogą się przydać w śledztwach. Przykładem tego, że nasze wyszukiwania są dokładne znane naszym operatorom (i władzy gdy ta zechce) niech będzie choćby ostatnia głośna sprawa śmierci małej Madzi w Sosnowcu. Jak czytamy w art. GW  prokuratura dokładnie wie kiedy i jakich informacji szukał ktoś z numeru IP komputera w domu rodziców Magdy.

Także wszystkie Wasze zapytania wysłane np. do Googla są widoczne i dostępne dla służb przez kolejne 2 lata! – naprawdę dalej chcecie na co dzień surfować pod Własnym IP?

A co jeśli dojdzie do nadużyć w wykorzystaniu tych danych? Jak „statystyczny Kowalski” ma się bronic przed systemem? W cytowanym artykule czytamy: „Rażącymi przykładami nadużyć dotyczących wykorzystania danych telekomunikacyjnych były sprawy dziennikarzy inwigilowanych przez służby. Niedawne orzeczenie warszawskiego sądu rejonowego potwierdziło, że sięganie przez prokuraturę po dziennikarskie billingi jest obejściem prawa.” – czyli prawnie rozpoznawana tajemnica dziennikarska też nic nie znaczy, bo „skoro nie chcą ujawnić swoich źródeł to sami sobie sprawdzimy” (tu dobitnie kłania się brak kontroli sądowej!!! nad tym kto i o co może pytać).

Dla przykładu w Czechach jedynie w przypadku spraw o terroryzm policja może żądać takich danych bez nakazu sądu. U nas, tak jak napisał Panoptykon można to robić „prewencyjnie”. Na zakończenie zatem powiedzmy sobie jasno: WSZYSCY JESTEŚMY PODEJRZANI! I warto o tym pamiętać surfując internet każdego dnia… szczególnie gdy nie chcemy skorzystać z możliwości oprogramowania TOR czy usług takich jak ta od HideIPVPN.

Dla tych z Was, którzy ofertę dostępu do serwerów VPN (i ukrycia swojego IP) rozważają kilka inf. w pigułce:

  • HideIPVPN to brak ograniczeń predkości czy limitów na ilość danych
  • HideIPVPN to brak długoterminowej umowy – płacisz co miesiąc (jeśli chcesz korzystać), a jeśli nie to nie płacisz
  • HideIPVPN to odblokowanie niedostępnych z Polski stron internetowych, np. Hulu, Netflix, BBC (w tym usługa iPlayer), ITV i innych
  • możliwość korzystania na PC, Mac, Androidzie,iOS
  • HideIPVPN to gwarancja anonimowego przeczesywania sieci (o ile nie narusza „Terms of Service” (na dole strony).
  • HideIPVPN satysfakcja lub zwrot pieniędzy! HideIPVPN gwarantuje możliwość darmowego testu usługi przez 3 godziny (każdemu) lub zwrot pieniędzy (zgłoszenie do 3 dni od wykupienia usługi) jeśli nie uda Wam się połączyć z naszą siecią.